Terapia grupowa – kolejne czynniki leczące wg Yaloma

Terapia grupowa – kolejne czynniki leczące wg Yaloma

kolejne czynniki leczące wg yaloma

Co jeszcze leczy w psychoterapii grupowej? Kolejne czynniki wg Yaloma i Leszcza

W poprzednim tekście pisałyśmy o uniwersalności doświadczenia, nadziei i spójności grupy, trzech z jedenastu czynników leczących opisanych przez Irvina Yaloma i Molyna Leszcza, dwóch psychiatrów, którzy grupom poświęcili kawał życia zawodowego. To jednak dopiero część obrazu. Kolejne pięć czynników pokazuje inną stronę procesu grupowego. To już nie tylko ukojenie, ale też konfrontacja i szansa na powtórkę z rzeczy, które kiedyś się nie udały.

Przekazywanie informacji

Nie każdy problem trzeba rozwiązać samemu. Czasem wystarczy, że ktoś nazwie to, co się dzieje, i nagle robi się jaśniej.

Czasem to zrozumienie daje prowadzący, patrząc na to okiem terapeuty. Innym razem wystarczy ktoś z grupy, kto już tam był i mówi bez zbędnych słów: spróbuj tego, u mnie to pomogło.

To niewiele, a jednak dużo. Nazwanie czegoś nie usuwa problemu z życia. Ale zdejmuje z niego mgłę, a to, co ma kontur, łatwiej unieść dalej.

Yalom i Leszcz nazwali to przekazywaniem informacji, jednym z czynników leczących opisanych w ich klasycznej książce o psychoterapii grupowej. Podkreślali przy tym, że samo wyjaśnienie nikogo nie uzdrawia. Działa dopiero razem z resztą tego, co niesie ze sobą grupa.

Altruizm

Do grupy przychodzimy zwykle po coś dla siebie. Szukamy ulgi. Chcemy, żeby ktoś nas w końcu zrozumiał. Rzadko kto na starcie myśli: przyjdę tu, żeby komuś pomóc.

A jednak to właśnie ten moment bywa jednym z najmocniejszych w całej terapii, kiedy ktoś łapie się na tym, że właśnie komuś pomógł. Osoba, która sama ledwo wstaje rano, nagle znajduje w sobie kilka zdań dla kogoś, kto akurat ma gorszy dzień. Ktoś, kto przez lata czuł się ciężarem dla innych, staje się tym, który podaje rękę.

Nie chodzi o wielkie gesty. Czasem wystarczy powiedzieć: rozumiem, przez to samo przechodziłem. Druga osoba czuje się wtedy mniej sama, a ten, kto to powiedział, przypomina sobie coś, co dawno zapomniał. Że ma coś do zaoferowania, a nie tylko problem, którym trzeba się zająć.

Korzyść wraca też do tego, kto pomaga. Wspierając kogoś innego, dostaje coś w zamian: poczucie, że jego własne, najtrudniejsze doświadczenie nie poszło na marne, skoro komuś się przydało.

Yalom i Leszcz nazwali to altruizmem. To jeden z nielicznych czynników leczących, który działa natychmiast, w chwili, gdy się nim dzieli, a nie dopiero po czasie.

Uczenie interpersonalne

Grupa to jedno z niewielu miejsc, gdzie można usłyszeć, jak naprawdę się jest odbieranym. Nie w domysłach, nie w lęku przed tym, co inni pomyślą, tylko wprost, od konkretnych osób siedzących naprzeciwko.

Ktoś, kto zawsze uważał, że jest nudny, słyszy, że jego spokój daje innym poczucie bezpieczeństwa. Ktoś, kto bał się, że zbyt dużo mówi, dowiaduje się, że grupa czeka właśnie na jego głos. Zdarza się też coś trudniejszego: osoba, która unika konfliktu za wszelką cenę, słyszy wprost, że jej ciągłe ustępowanie sprawia, że inni nie wiedzą, na czym naprawdę stoją. To zderzenie z rzeczywistością, często łagodniejszą niż ta, którą się sobie wyobrażało, ale czasem też bardziej wymagającą.

Yalom i Leszcz uważali uczenie interpersonalne za jeden z najsilniejszych czynników leczących, właśnie dlatego, że dzieje się na żywo. Nie jest to opowieść o relacjach sprzed lat, tylko relacja, która toczy się w tym samym pokoju, w tej samej chwili.

Korektywne odtworzenie rodziny pierwotnej

Grupa ma to do siebie, że przypomina rodzinę. Jest w niej ktoś, kto prowadzi, są rówieśnicy, jest rywalizacja o uwagę i momenty, w których człowiek zachowuje się dokładnie tak, jak zachowywał się w dzieciństwie, nie zdając sobie z tego sprawy.

Różnica jest zasadnicza. Tym razem stare role można odegrać z innym zakończeniem. Osoba, która w domu nauczyła się milczeć, żeby nie ściągać na siebie awantury, może w grupie odkryć, że jej zdanie nie wywołuje kary. Ktoś, kto zawsze rywalizował o miejsce najważniejszego dziecka, ma szansę zobaczyć, że nie musi walczyć o uwagę, żeby zostać zauważonym.

Bywa i tak, że w psychoterapii grupowej ujawnia się rola, o której dana osoba dawno zapomniała. Ktoś, kto w dzieciństwie musiał uspokajać skłóconych rodziców, w grupie łapie się na tym, że automatycznie łagodzi każde napięcie między innymi, choć nikt go o to nie prosił. Z kolei najstarsze dziecko, które nauczyło się brać odpowiedzialność za młodsze rodzeństwo, może w kręgu odkryć, że wcale nie musi opiekować się każdym, kto w danej chwili gorzej się czuje.

Yalom i Leszcz pisali, że grupa naturalnie odtwarza dynamikę rodzinną, a terapeuta i pozostali uczestnicy dają możliwość przepracowania jej inaczej niż za pierwszym razem.

Rozwój technik socjalizacyjnych

To najmniej efektowny z czynników leczących, a jednocześnie jeden z bardziej namacalnych. W grupie trzeba nauczyć się rzeczy, które poza nią łatwo omijać: jak przerwać komuś uważnie zamiast wchodzić w słowo, powiedzieć, że coś zabolało, bez robienia z tego dramatu, albo zostać w rozmowie, która jest niewygodna, zamiast z niej uciekać.

Te umiejętności rozwijają się powoli i często niezauważalnie, aż pewnego dnia ktoś zauważa, że w pracy czy w domu zaczyna reagować inaczej niż kiedyś.

Yalom i Leszcz opisywali to jako rozwój technik socjalizacyjnych. W niektórych grupach dzieje się to wprost, przez ćwiczenia i informację zwrotną. W innych po prostu jako efekt uboczny bycia razem tydzień po tygodniu.

Pięć czynników, a każdy prowadzi do tego samego miejsca inną drogą. Każdy z nich osobno wydaje się niewielki. Razem, w tym samym kręgu krzeseł, potrafią zmienić więcej niż niejedna rozmowa w cztery oczy.

Najczęściej zadawane pytania o terapię grupową

Po co komu grupa, skoro jest terapia indywidualna?
Bo grupa daje coś, czego relacja z jednym terapeutą po prostu nie odtworzy: bezpośrednią informację zwrotną od innych ludzi, szansę na odegranie starych rodzinnych ról z innym zakończeniem i okazję do pomagania komuś, co samo w sobie potrafi podnieść poczucie własnej wartości.

Czy w terapii grupowej trzeba samemu wiedzieć, co robić, żeby sobie pomóc?
Nie. Czasem podpowie prowadzący, ale często wystarczy, że ktoś z grupy, kto już przez coś przeszedł, powie wprost: spróbuj tego, u mnie zadziałało. To jeden z czynników leczących, który Yalom i Leszcz nazwali przekazywaniem informacji.

Czy pomaganie innym w grupie naprawdę pomaga też mnie?
Tak, i to jest jeden z bardziej zaskakujących mechanizmów terapii grupowej. Osoba, która wspiera kogoś innego, zwykle zyskuje poczucie, że jej własne doświadczenie miało sens, skoro komuś się przydało. Yalom i Leszcz nazwali to altruizmem.

Terapia grupowa w Poznaniu

Jeśli szukasz terapii grupowej w Poznaniu, sprawdź aktualną ofertę grup w Studio Kontaktu. O katharsis i czynnikach egzystencjalnych, dwóch kolejnych czynnikach leczących wg Yaloma i Leszcza, napiszemy w trzeciej części tej serii.

Aktualnie prowadzimy otwarte nabory na terapię grupową w Studio Kontaktu w Poznaniu. Jeśli po przeczytaniu tego tekstu poczułaś/-eś, że to coś dla Ciebie – napisz do nas. Chętnie opowiemy więcej o tym, jak wygląda proces kwalifikacji i czego można się spodziewać na pierwszych spotkaniach.

Zapisy prowadzą Joanna Górka, telefon 500 453 537, oraz Daria Bosacka, telefon 697 838 939.

Najnowsze publikacje